LA-LE- Krem do rąk Piwonia

Jakie są Wasze ulubione kwiaty? Moje to zdecydowanie piwonie. Dlatego też chwytam w locie każdy kosmetyk, który ma z nimi cokolwiek wspólnego. A czy krem do rąk od La-le eksploduje cudownym aromatem tych niezwykłych kwiatów czy ociera się nieśmiało o babciny ogródek niczym przyczajony kot sąsiadów? Zobaczcie sami.

INCI: Aqua, Sweet Almond Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Persia Gratissima (Avocado) Oil, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Gluconolactone, Sodium Benzoate, Cetyl Alcohol, Tocopherol Acetate, Gliceryne, Glyceryl Stearate, Glyceryl Alcohol, Sodium Stearoyl Lactylate, Parfum

Cena regularna: 60 ml/ 25 PLN

Generalnie to ten krem do rąk jest bliźniaczo podobny do wersji 5 ziół, o której już wcześniej pisałam. Nie będę się powtarzać, wystarczy jedno kliknięcie byście sobie doczytali poprzednią recenzję. Konsystencja, rozsmarowywalność i efekty działania kosmetyku na skórę dłoni są niemal identyczne w obu produktach. Jedyne czym się różnią to kompozycja zapachowa.

I tutaj przechodzimy do sedna sprawy. Bez ściemy wyznam, że kupiłam ten konkretny produkt tylko dlatego, że jest z piwonii. Ja uwielbiam te kwiaty i co roku czekam z niecierpliwością, aż nastanie na nie sezon. Kiedy moja matka zasadziła kilka krzaków piwonii pod domem, to się bardzo ucieszyłam, że będę mogła je wąchać pijąc poranną kawę na tarasie. Nastawiałam się na obłędne i głębokie doznania zapachowe, które przypominałyby mi dzieciństwo i babciny ogródek, gdy tylko odkręcę słoiczek tego kremu. A tu klapa.

Zapach tego kosmetyku jest bardzo subtelny i dosyć nijaki, lekko kwiatowy, ale w zdecydowanej większości podłożowy. Żeby w nim wyczuć piwonie to nie wiem co trzeba by zrobić. Mając zawiązane oczy w życiu bym nie powiedziała, że wącham krem piwoniowy. Jestem tym faktem mocno rozczarowana.

Bardzo intrygującą, ale raczej w złym znaczeniu tego słowa, sprawą jest niemożność odgadnięcia składu tego produktu. Co innego producent podaje na stronie www, co innego widnieje na opakowaniu. Jakby tego było mało to w miejscu SKŁAD na słoiku jest napisane zupełnie coś innego niż w INCI. WTF? Ja tego nie ogarniam.

Nie wiedziałam, którą wersję mam sobie wybrać i wpisać do recenzji. Wybrałam INCI ze słoiczka.

Nie wiem czy to niedopatrzenie, czy ktoś tylko po łebkach przetłumaczył na język polski łacińskie i chemiczne nazwy. Ja do końca nie jestem pewna z czego tak na prawdę składa się ten kosmetyk 😦

Niezła gafa. Jak dla mnie trąci to nieco amatorszczyzną i jako klient czuję się potraktowana trochę po macoszemu. Jakbym nie zasługiwała na pełne informacje, albo nie było to na tyle istotne, żeby napisać wszystko dokładnie i prawidłowo. Nie jest to w końcu wiedza tajemna, bo inne firmy bez problemu wypisują precyzyjnie INCI i ich szczegółowe tłumaczenia na opakowaniach swoich produktów oraz na www. Taki jest zresztą wymóg prawny. A tu taki babol. Gdy przejrzałam całą stronę, to znalazłam kilka produktów, przy których w ogóle nie ma INCI, tylko sam SKŁAD. Trochę to bez ładu i … składu.

Poza tym na stronie internetowej La-Le znalazłam sporo nieścisłości, ortografów, zgubionych literek itp. Ja jestem na tym punkcie bardzo wyczulona- lubię ład, porządek, równowagę, symetrię oraz gdy coś ma ręce i nogi. A tu mam wrażenie jakby ktoś robił stronę na kolanie i wcisnął enter przez postawieniem kropki nad i. Całość wydaje się być niedokończona.

Prawdopodobnie ta witryna została wykonana samodzielnie, na tyle na ile ktoś umiał. Nie chcę się tutaj wymądrzać, bo sama mam niepełną i bardzo amatorską stronę, którą wykonałam samodzielnie i w której znalazłoby się mnóstwo błędów i niedoróbek…. ale! To jest firma produkująca kosmetyki, a nie jakiś amatorski blog. Biznes to biznes. Moim zdaniem informacje zawarte na stronie producenta kosmetyków powinny być ścisłe, wyczerpujące i jednoznaczne. Warto też pilnować ortografów, sprawdzać tekst kilka razy, by znaleźć zjedzoną literkę lub poprosić postronną osobę, aby zerknęła na całość zanim wypuścimy coś w świat.

Nie podobają mi się też zdjęcia produktów. Wyglądają jakby były zrobione telefonem. O ile flat laye jeszcze jakoś dają radę, to foty produktów en face wywołują u mnie zgrzyt. Brak tu konsekwencji- jedne kosmetyki są na białym tle, inne w towarzystwie garści malin albo smętnego liścia z ogródka. Brakuje mi również zdjęć produktowych, które ukazywałyby ich kolor, konsystencję itd. Chodzi mi tu chociażby o fotę odkręconego słoika lub odrobinkę kremu roztartą na dłoni. Przecież człowiek kupuje oczami, a im piękniejsza fota, to tym więcej wrzuci do koszyka. Można zatrudnić specjalistę, by podrasował i trochę upiększył stronę oraz zrobił porządne zdjęcia. To by bardzo wiele wniosło! Drogie La-Le, ja nie chcę was tu obrazić, tylko dać motywację do pozytywnego działania. Branża kosmetyczna wymaga estetyki i dopracowania szczegółów.

Nie czepiałabym się tego wszystkiego gdyby kosmetyki La-Le były tak fenomenalne, że można by olać cały marketing oraz stronę wizualną i tylko lecieć na opinii. Ale niestety w moim mniemaniu nie wszystkie są, a przetestowałam już kilka ich produktów. Jest takie wyrażenie: co nie dopowiem, to dowyglądam. A tu ani mowa nie jest wiekopomna, ani wyglądem to nie powala. A szkoda.

Krem do rąk Piwonia od La-Le niestety mnie rozczarował. Oczekiwałam niezapomnianych wrażeń sensorycznych i retrospekcji z dzieciństwa, gdy tylko będę odkręcała ten słoik. A tymczasem wyszło dosyć mdło i przeciętnie, zarówno w kwestii aromatu jak i nawilżenia oraz odżywienia skóry moich dłoni. Piwonio od La-Le, raczej się już nie spotkamy ponownie.

Follow my blog with Bloglovin

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.