KASJA No 4

Czwarta warstwa cassii już za mną. Do tego podcięcie włosów. Zaczynam czuć różnicę: moje włosy są zupełnie inne w dotyku, znacznie poprawiła się ich kondycja i wygląd. Zrobię wkrótce kilka włosingów, by móc w miarę racjonalnie ocenić efekty moich ostatnich włosowych poczynań. Póki co zobaczcie jakie są moje pierwsze wrażenia po nałożeniu cassii od Sattva Ajurveda. Szczegóły w poście.

Istotna zmiana to nowy produkt. Wcześniej używałam zioła z Pola Henny, ale mi się skończyły. Tym razem skusiłam się na Sattva Ajurveda, bo to bardzo polecana firma. Kupiłam opakowanie 100 g, co wystarcza mi na jednorazową aplikację. Zioła zapakowane są w papierowy strunowy woreczek, który mieści się w tekturowej tubie. Oprócz tego znajdziemy w niej również dwa woreczki z foliowym czepkiem i rękawicami oraz szczoteczkę do rozrabiania i nakładania produktu. Bardzo podobają mi się te dodatkowe akcesoria.

Rękawice to najzwyklejsze foliówki, niczym te w markecie do nakładania pieczywa. Nawet ich nie otwierałam, bo wiedziałam, że mogą być niezbyt wygodne (dziewczyny mówiły mi wcześniej, że im się totalnie nie sprawdziły). Niemniej jednak warto je zostawić w domu w zapasie do innych, mniej precyzyjnych czynności. Natomiast czepek jest super- z gumeczkami, dobrze dopasowuje się do głowy i sprawia, że prawie nic spod niego nie wypływa. Jest dosyć gruby, stabilny i nie porwał mi się podczas używania. Ale najlepsza z zestawu jest szczoteczka do mieszania i nakładania ziół. Wąska końcówka pozwala precyzyjnie oddzielić pasmo włosów, które chcemy pomalować. Można potem nakładać papkę ręcznie, co ja najczęściej robię, albo przy pomocy tej szczoteczki. Ja na długość nakładałam cassię palcami, a przy nasadzie na koniec rozsmarowywałam jej resztki przy pomocy aplikatora. Bardzo wygodne i praktyczne rozwiązanie. Polecam choć raz kupić zioła Sattvy, aby wejść w posiadanie tych akcesoriów.

Co do samych ziół to mam mieszane uczucia. W porównaniu do Pola Henny wydawały mi się one grubiej zmielone. Odrobinę trudniej było je mieszać tj. trafić w odpowiednią konsystencję. Jak na mój gust wyszły mi trochę za gęste, ale jednocześnie trochę lała się z nich woda. Tak jakby nie do końca ją wchłonęły. A zostawiłam je do odstania na ponad 16 h.

Zioła tradycyjnie mieszałam z podgrzaną wodą destylowaną i odrobiną kwasku cytrynowego.

Podczas aplikacji produktu na włosy mocno upierdzieliłam łazienkę. Nie wiem na ile to moja nieumiejętność dokładnego rozmieszania ziół, a na ile ich konsystencja i wielkość cząstek tu zawiniły. Fakt faktem, nie wyszły idealnie, mocno się chlapały przy nakładaniu i miałam potem co sprzątać.

Po nałożeniu cassii na włosy włożyłam foliowy czepek i zawinęłam całość w turban. Nosiłam się tak przez ponad 5 h. Podczas zmywania głowy pod prysznicem nie miałam jakichś większych problemów. Wydawało mi się, że wypłukałam wszystko dokładnie i z moich włosów leci już czysta woda. Jednak przy próbie rozczesania jeszcze mokrych pasm trochę zaczęło się ze mnie sypać 😛 Ale tylko za pierwszym razem, bo jak później czesałam już suche włosy to nie miałam tego problemu.

Włosy po cassii były trochę suche i tępe, normalka. Jednak zauważyłam, że dużo łatwiej było je rozczesać zaraz po wypłukaniu ziół. Nic się nie plątało i mogłam je czesać od nasady do dołu bez specjalnego oddzielania pasm. Niewiele mi się ich też wyrwało- standardowa ilość jak zawsze. Byłam w lekkim szoku, że tak gładko mi to idzie.

Po wyschnięciu zauważyłam, że są o wiele przyjemniejsze w dotyku- gładkie, śliskie i nieźle się błyszczą. I to od razu po wypłukaniu ziół samą wodą! Bez żadnych masek czy odżywek. Od nasady do ucha wyglądały bardzo dobrze, końcówki trochę odstawały i się puszyły, ale nie liczyłam na taflę od razu po samych ziołach. Istotna różnica nastąpiła po obcięciu suchych i zniszczonych końcówek. Jeszcze gdzieniegdzie mam rozjaśniane i lekko zniszczone włosy i pewnie po wakacjach zrobię drugie podejście do obcinania. Jednak obcięcie i/oraz cassia sprawiły, że końce są dużo gładsze, bardziej się błyszczą i nie są tak suche w dotyku jak wcześniej.

Zaczynają mi się podobać moje włosy. I myślę, że potencjalny good hair day jest już na moim horyzoncie. No nareszcie. Miło jest wiedzieć, że dobrze zrobiłam obcinając włosy i że nakładanie ziół daje już pierwsze wymierne efekty. Gołym okiem widzę, że poprawiła się ich struktura i wyglądają dużo zdrowiej i stają się zdrowsze.

Co do koloru to nie widzę istotnych zmian w porównaniu do poprzedniego malowania. Są złote i ciepłe refleksy na całej długości. Rozjaśniane pasma mocniej łyknęły barwnik. W sumie to wyszedł mi przyjemny, ciepły brąz. Jestem zadowolona.

Niedługo wrzucę Wam relację z jakiegoś włosingu. Trzymajcie się ciepło 🙂

Follow my blog with Bloglovin

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.