MOKOSH- Olej z pestek malin

„Zjedzmy malin garść

Można się w nich kłaść”

śpiewała Daria. W dzisiejszym menu mamy olej z pestek malin Mokosh. Ja tarzam się w nim, zatracam i pożeram całą sobą. Chcecie wiedzieć dlaczego?

INCI: Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Oil

Cena regularna: 10 ml/ 18,90 PLN; 100 ml/ 69 PLN

Ten kosmetyk to olejek petarda, który jest bogaty w niezbędne Nienasycone Kwasy Tłuszczowe (NNKT) m.in. kwasy Omega-3 i Omega-6, witaminę E, karotenoidy i bioflawonoidy. Pozyskiwany jest metodą tłoczenia „na zimno”. Można go stosować praktycznie na całe ciało i miksować z dowolnymi kosmetykami.

Ma on działanie nawilżające, odżywcze i regenerujące. Jest to naturalny antyoksydant, chroni skórę przed szkodliwym działaniem promieniowania słonecznego i opóźnia procesy starzenia. Ponadto uszczelnia barierę lipidową skóry, pielęgnuje ją i chroni. Może być stosowany przy łuszczycy, egzemie czy AZS oraz na włosy i paznokcie.

Olej ten ma delikatny żółty kolor i płynną, jedwabistą konsystencję. Nie ma on żadnego konkretnego zapachu, tylko lekko wyczuwalny olejowy aromat. Jeśli nastawiacie się na mega malinowy zawrót nozdrzowy, to tutaj go nie znajdziecie. Ale to wcale nie ujmuje mu wartości, a wręcz zaświadcza o naturalnym i nietuningowanym żadną perfumą składzie. Zresztą miałam kiedyś hydrolat malinowy o bardzo mocnym i słodkim zapachu. Przez pierwszy tydzień psikałam się nim namiętnie, ale później ten intensywny owocowy zapach zaczął mnie męczyć. Tutaj nie ma szans na męczarnie.

Olej z pestek malin Mokosh stosowałam głównie na twarz i okazjonalnie do olejowania włosów. Próbowałam również mieszać go z balsamem do ciała i do masażu.

Jest to pierwszy olej kosmetyczny, który moja skóra chłonęła jak dzika. Nie pozostawiał tłustej, lepkiej warstwy, a tworzył delikatną barierę ochronną i lekko wygładzał powierzchnię skóry. Nawet gdy buzowały mi hormony i miała ona tendencję do przetłuszczania, olej wchłaniał się błyskawicznie i nie powodował błyszczenia. Szybko znalazł swoje miejsce w moim codziennym rytuale pielęgnacyjnym. Dodawałam kroplę lub dwie do aktualnie używanego kremu do twarzy i tak rozpoczynałam i kończyłam każdy dzień. Piękny rytuał 🙂

Moja skóra była miękka, gładka i odżywiona. Delikatny film ochronny, który na niej powstawał długo utrzymywał odpowiednie nawilżenie i nawodnienie. Moja cera wyglądała zdrowo. Stosowałam go dwa razy dziennie- rano i wieczorem.

Żaden inny olej czy też serum olejowe dotychczas stosowane na twarz nie dawało u mnie tak dobrych i szybkich efektów swojego działania. Dlatego olej Mokosh używałam prawie codziennie, bo dawał niesamowite uczucie gładkości i w widoczny sposób poprawiał wygląd mojej cery. Efekty regularnego stosowania widziałam dosyć szybko. Gdy tylko przestawałam go używać, to miałam wrażenie, że mojej skórze czegoś brakuje.

Kosmetyk ten używałam także sporadycznie do olejowania włosów. Dodawałam kilka kropel do mieszaniny aktualnie używanej maseczki i oleju Amla. Taką miksturę nakładałam na włosy od nasady, aż po końce. Starałam się nie nakładać tego na skórę głowy, bo tam wcierałam olej Khadi stymulujący wzrost włosów. Nakładałam na głowę czepek i trzymałam wszystko na głowie 20-30 minut. Potem zmywałam przy użyciu szamponu, pozwalałam włosom podeschnąć i dosuszałam chłodnym powietrzem z suszarki. Włosy były gładkie, nietłuste i sypkie. Czasami się puszyły. W końcówki wcierałam odrobinę Moroccan Oil i byłam dosyć zadowolona z efektu.

Myślę, że olej z pestek malin w pewien sposób odżywiał i nawilżał włosy. Ale za wygładzenie należy się honor olejowi Amla. Robiłam testy i dodawałam lub usuwałam składniki z mojej mikstury i z pewnością Amla była składnikiem nadającym niesamowitą gładkość. Zmieniałam też olej bazowy- z oleju z pestek malin na olej z nasion pomidora, różne sera i eliksiry. Efekty nawilżenia i odżywienia włosów były podobne, więc z czasem dodawałam losowy składnik olejowy, bo miałam wrażenie, że nie ma wielkiej różnicy, który akurat wylądował w miksturze. Olej z pestek malin już nie dawał tak spektakularnych efektów na włosach jak na skórze.

Kupiłam opakowanie w wersji mini- 10 ml. Mimo prawie codziennego stosowania na twarz i mieszania oleju ze wszystkimi możliwymi kosmetykami, ubywał w bardzo powolnym tempie. Był tak niesamowicie wydajny, że zużywałam go niemal rok (najczęściej na zmianę z eliksirem Shy Deer). Następnym razem także sprawię sobie mniejszą butelkę, by zawsze mieć świeży produkt.

Olej z pestek malin Mokosh dostaje honorowe miejsce w TOP 10 w kategorii Pielęgnacja twarzy i na pewno kupię go ponownie. Szczerze polecam go osobom z suchą cerą, które potrzebują odżywienia, wygładzenia i ochronnej olejowej warstewki na skórze, ale bez efektu świecenia i zatykania porów. To mój olejowy mistrz! Nie wiem czy cokolwiek jest w stanie go pokonać 😛

Follow my blog with Bloglovin

Jedna uwaga do wpisu “MOKOSH- Olej z pestek malin

  1. Pingback: MINISTERSTWO DOBREGO MYDŁA- Serum róża- malina | Lwynagzymsie.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.