UZDROVISCO- Roślinna maska nawilżająca

To nie była miłość od pierwszego wejrzenia… po trzech pierwszych próbach zrobiłyśmy sobie separację. I to było uzdrawiające dla naszej relacji. Po kilku tygodniach przerwy, podeszłam na nowo do tej maseczki i efekty jej działania przeszły moje najśmielsze oczekiwania.

INCI: Aqua, Glycerin, Tripelargonin, C13-15 Alkane, Illite, Glyceryl Stearate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Cetearyl Alcohol, Caesalpinia Spinosa Gum, Mauritia Flexuosa Fruit Oil, Tocopheryl Acetate, Delta- Gluconlactone, Hippophae Rhamnoides Kernel Extract, Laminaria Hyperborea Extract, Trifolium Pratense (Clover) Flower Extract, Sodium Stearoyl Glutamate, Isopentyldiol, Caprylyl Glycol, Butylene Glycol, Maltodextrin, Parfum, Hydroxyacetophenone, 1,2-Hexanediol, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Sorbic Acid

Cena regularna: 50 ml/ 48 PLN

Uzdrovisco to kolejna polska marka kosmetyków naturalnych i ekologicznych. Eleganckie słoiczki kuszą swym wyglądem i dają nadzieję na odrobinę luksusu w domowym zaciszu. Składy kosmetyków są bardzo przyjemne, zawierają jeszcze rzadko spotykane u konkurencji ekstrakty czy substancje, co w dużej mierze sprawiło, że po nie sięgnęłam. Zaopatrzyłam się w roślinną maskę nawilżającą i serum uzdrawiające suchą skórę, o którym napiszę wkrótce.

Producent zapowiada, że jest to produkt uniwersalny bez względu na wiek czy rodzaj cery. Jest to kosmetyk silnie nawilżający, a każda skóra potrzebuje nawilżenia, nawet tłusta i problematyczna. Ja jestem posiadaczką cery wrażliwej, naczynkowej i do tego suchej, więc po przeczytaniu opisu na kartoniku postanowiłam wypróbować tę maskę.

Wśród składników aktywnych znajdziemy standaryzowany ekstrakt z rokitnika, która poprawia gęstość, jędrność i sprężystość skóry poprzez dogłębne działanie na włókna kolagenowe. Koniczynę standaryzowaną na biochaninę A, której zadaniem jest zmniejszać widoczność porów i zminimalizować produkcję sebum. Ponadto mamy tu silnie nawilżającą mieszankę alg, glukonolaktonu, hemiskwalanu i wit. E, które zapewniają skórze odpowiednie i długotrwałe nawodnienie. A olej migdałowy i olej buriti, o dużej zawartości kwasu oleinowego, zmiękczają i wygładzają skórę oraz tworzą na niej delikatną warstwę chroniącą przed utratą wody.

Produkt jest bardzo wydajny. Ja po jakichś 8-10 aplikacjach mam jeszcze ok. 1/3-1/4 słoiczka. A zazwyczaj nakładam ją grubszą warstwą na całą twarz i szyję. Cena może nie należy do najniższych, ale jest ona warta każdej złotówki. Często można ją dostać na promocji w Drogeriach Natura albo w Kontigo, gdzie ja kupiłam swoją na akcji 2+2. O promocjach i sposobach na kupowanie tanio drogich kosmetyków pisałam tu, zachęcam do przeczytania.

Jeśli chodzi o cechy organoleptyczne, to maska jest średnio gęsta, kremowa, ale dosyć plastyczna. Jeśli nałożymy ją zbyt grubo to może trochę spływać. Ma charakterystyczny żółtawy kolor, który zawdzięczamy rokitnikowi. A zapach jest ziołowo-kremowy, bardzo subtelny, nie z tych przeszkadzających czy śmierdzących. Udało im się w przyjemny sposób przemycić tego rokitnika 🙂 Mi się podoba.

Maskę można używać dwojako. Pierwsza metoda jest klasyczna- nakładamy na twarz na 15-20 minut i zmywamy wilgotną chusteczką bawełnianą, ręczniczkiem albo wacikiem (najlepiej tym wielokrotnego użytku, by być bardziej eko). Drugi sposób polega na nałożeniu cieńszej warstwy maseczki na całą twarz i pozostawieniu jej na noc, zamiast kremu.

Pierwsza metoda była przeze mnie częściej stosowana, bo szybciej był widoczny efekt działania maski i tak używana lepiej się sprawdzała na mojej cerze. Po dokładnym oczyszczeniu twarzy oraz zastosowaniu peelingu bądź glinki, nakładałam grubszą warstwę tego kosmetyku na twarz i szyję. Po kwadransie zmywałam wilgotnym ręczniczkiem bawełnianym Tami albo wacikiem Ovium. Spryskiwałam twarz hydrolatem i nakładałam aktualnie stosowany krem, ewentualnie z odrobiną oleju.

Po takim zabiegu efekt odświeżenia, nawilżenia i poprawy kondycji skóry był od razu widoczny. Buzia była bardzo gładka, miękka i przyjemna w dotyku. Czułam, że jest odpowiednio nawilżona, ale by ten efekt przedłużyć musiałam ją zabezpieczyć kremem lub serum olejowym. Nie wolno poprzestawać na samym zmyciu maski, bo cała praca szybko mija, jeśli nie zabezpieczymy skóry przed utratą wody i nie odżywimy odpowiednim kosmetykiem. Po użyciu tej maski czułam komfort nawodnieniowo-odżywczy przez najbliższe dwa-trzy dni i mogłam wtedy stosować lżejszą pielęgnację i wybierać mniej treściwe formuły kremów albo rezygnować z oleju, który zawsze dodaję do kremu. Dla podtrzymania tego efektu trzeba by używać tego produktu regularnie, pewnie ze dwa razy w tygodniu. Ja nie zawsze o tym pamiętałam lub nie miałam czasu na domowe spa, ale mimo braku regularności widziałam natychmiastową poprawę wyglądu i samopoczucia skóry. Miałam wrażenie, że po peelingu i maseczkowaniu ona lepiej oddycha, jakbym ją porządnie przewietrzyła na spacerze po lesie w rześki dzień. No to mnie teraz trochę fantazja poniosła 😛 Ale takie mam spostrzeżenia. Bardzo mi się ten efekt podoba. Kocham tę maskę ❤

Drugi sposób wykorzystałam może ze dwa-trzy razy, bo nie dawał tak dobrych rezultatów jak poprzedni. Po uprzednim oczyszczeniu twarzy, spryskaniu jej hydrolatem, smarowałam twarz cieńszą warstwą maski, jak kremem i zostawiałam do wchłonięcia. Całkowite wchłonięcie produktu nie następowało nigdy. Zrobiłam próbę i po kilku godzinach przetarłam twarz mokrą chusteczką i resztki maseczki były na niej widoczne. To samo było po całej nocy. Nie podobało mi się to, że po 3-4 godzinach odczuwałam ściągnięcie i lekkie wysuszenie na twarzy. Jak już maseczka porządnie wystygła i to co dobre się wchłonęło w skórę, to miałam wrażenie, że na wierzchu pozostawała jakby cienka skorupa ze zbędnych (już) pozostałości… Gdy zostawiałam maskę na noc na twarzy, rano nie czułam się do końca komfortowo. Skóra niby była nawilżona i odżywiona, ale mimo wszystko ściągnięta i nie było takiego efektu WOW jak przy jednorazowej aplikacji na kilka minut. Po zmyciu resztek, oczyszczeniu, tonizowaniu i kremowaniu wszystko wracało do normy, ale czułam niedosyt. Miałam wrażenie, że nie wykorzystuję całego potencjału tego produktu. Dlatego też po paru próbach zarzuciłam dalsze eksperymenty z przedłużaniem czasu trzymania maski na twarzy i zostawiałam ją na kwadrans, max 25 minut.

Nie jestem pewna czy maska w widoczny sposób zmniejszała widoczność porów, bo bardziej skupiałam się na nawilżeniu. Może w jakiś sposób pory skóry były przez nią okiełznane, ale nie było to szczególnie widoczne. W każdym razie ja tego u siebie nie zaobserwowałam.

Co tu dużo pisać. Uwielbiam to co ta maska robi z moją skórą. Ona mi zawsze poprawia humor i robi good skin day, nawet jak wracam zjechana z pracy i nie mam siły ani ochoty na nic. Ostatkiem sił robię szybki peeling, nakładam maskę, wypijam drineczka, zmywam się i szczęśliwa kładę spać. W tym momencie jestem z siebie dumna, że zmotywowałam się do tego szybkiego spa, a moja skóra ma się bardzo dobrze i rano wyglądam jak człowiek. Polecam! Grzeję jej już miejsce w TOP 10.

Follow my blog with Bloglovin

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.