ANWEN- Odżywka proteinowa magnolia

Flagowy produkt marki Anwen. Klasyk do włosów o średniej porowatości i wymagających porządnej dawki białka. Produkt odpowiedni dla takich włosowych koksów 😛 Jeśli klasyk, to powinien się super sprawdzać u wszystkich. Jak wypada w praktyce? Czy to idealny produkt na moje włosowe bolączki? Przedstawiam Wam naszą wspólną włosowo-proteinową drogę życia 😛

INCI: Aqua, Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, PPG-3 Benzyl Ether Myristate, Hydrolyzed Milk Protein, Hydrolyzed Oats, Hydrolyzed Keratin, Cetrimonium Chloride, Starch Hydroxypropyltrimonium Chloride, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Parfum

Cena regularna: 200 ml/ 27,99 PLN

Proteinowa Magnolia to kwintesencja kobiecego kosmetyku. Tak uważam. Design i kolorystyka opakowania plus kusząca i zmysłowa nazwa zwiększają ochotę na bliższe poznanie. Firma Anwen umie we włosy. To bez dwóch zdań. Ale, żeby efekt działania tych kosmetyków był powalający trzeba odpowiednio dobierać je do swoich włosów tj. ich aktualnego stanu „zdrowia”, wymagań życiowych, pogody i potrzeb itd. Przyznaję bez bicia, że ja nadal nie umiem tak jak bym chciała, ale nie poddaję się w tej walce. Po kilkumiesięcznych eksperymentach na głowie i tak uważam, że posunęłam się parę malutkich kroczków do przodu. A teraz do brzegu…

Odżywka ta zawiera kompozycję trzech protein: hydrolizowanej keratyny, hydrolizowanych protein mlecznych i hydrolizowanych protein z owsa. Także mamy tu mieszankę białek różnego pochodzenia- i zwierzęce i roślinne. Razem działają one w sposób synergistyczny- uzupełniają się, wzmacniają wzajemnie swoją moc działania, ale jednocześnie każdy odpowiada za swoją działkę w odbudowywaniu włosa. O tym wszystkim możecie poczytać tu.

Zapach ma kwiatowy, magnoliowy, przyjemny. Konsystencja odżywki jest akuratna- niezbyt gęsta, ale też nie wodnista. Łatwo ją wydobyć z tuby i dobrze nakłada się na włosy.

Cena tego kosmetyku uważam, że jest dobra w stosunku do pojemności, wydajności i składu. Ja tę odżywkę złapałam na promocji 2+2 w Kontigo, więc można uznać, że zrobiłam super interes. Używam jej już prawie pół roku, jednak nie jest ona obecna w moim codziennym obiegu. Sięgam po nią sporadycznie stąd też taka powalająca wydajność. Tylko czy ekonomiczny zysk przekłada się na pozytywne włosowe efekty?

Mam bardzo mieszane uczucia w stosunku do tego produktu. Głównie są one spowodowane tym, że jeszcze nie umiem zbyt dobrze w proteiny. Bynajmniej na swoich włosach. Cały czas intensywnie pracuję nad równowagą PEH i o ile już odkryłam, że moim włosom brakowało nawilżenia oraz zmodyfikowałam dobór olei, to proteiny są nadal moją piętą Achillesową.

Od momentu gdy zaczęłam regularnie olejować włosy na podkład nawilżający (najczęściej hydrolat różany, okazjonalnie glutek lniany) i wprowadziłam do swojej pielęgnacji Anwen Olej z mango, to widzę znaczną poprawę. Włosy są bardziej miękkie, sprężyste, wyglądają zdrowiej i trochę bardziej się błyszczą. Nadal mam problemy z puszeniem, niesfornymi końcówkami i niedostateczną gładkością. Momentami to już nie wiem co robię źle i mam ochotę odstawić wszystko i myć głowę zwykłym szamponem dla dzieci. Może to dobra myśl?

Próbowałam jakoś ograć te proteiny i eksperymentowałam z Magnolią na różne sposoby. Doszłam do wniosku, że używając jej na olej i pozostawiając na włosach, nie jestem bliżej pożądanego efektu. Włosy nadal były przyklapnięte, szorstkie i spuszone. Jak to możliwe? Może powodem była zbyt duża ilość i źle dobrany olej (bo ja lubię porządnie naoliwić pasma), a może stosowałam zbyt bogatą pielęgnację i zaczęło mi to wychodzić bokiem? W każdym razie efekty były niezadowalające zarówno w metodzie OMO jak i OOMO.

Następnie podchodziłam do tego tematu z drugiej strony… najpierw olejowanie na podkład, mycie włosów i odżywka na 5-10 minut. Okazało się, że jest to zbyt krótki czas, by odżywka mogła pokazać wszystkie swoje możliwości. Nie zawsze miałam możliwość poświęcać włosom, aż tyle czasu, by je najpierw olejować, potem myć, nakładać odżywkę, znowu myć, suszyć i stylizować. Zapewne to było jednym z głównych powodów mojej porażki pielęgnacyjnej.

Eksperymentowałam także z czasem aplikacji. Gdy już udało mi się nałożyć tę odżywkę na przynajmniej 20-30 minut, po olejowaniu i dokładnym umyciu włosów, to dochodziłam do jakiegoś konsensusu. Wciąż nie wiem na ile był to łut szczęścia i akurat trafiałam w moment, gdy moje włosy potrzebowały protein jak dzikie i taki scenariusz się sprawdzał. A na ile skuteczny był mój plan pielęgnacyjny? Ale po ciężkich bojach następowała miękkość, względna gładkość i sprężystość.

W sumie to nie wiem czy jestem w stanie polecić Wam ten produkt. U mnie sprawdził się średnio, ale widzę w tym sporo mojej winy, a właściwie nieumiejętności stosowania. Jeśli jesteś pewna, że masz średnioporowate włosy i wymagają one protein to bierz tą Magnolię i próbuj! Bo skład ma ona zacny i przy odpowiednim planie pielęgnacyjnym powinna się sprawdzić. Ja mam jeszcze resztkę opakowania i nadal będę próbować wycisnąć z tego maksimum. Trzymajcie sie!

Follow my blog with Bloglovin

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.