MOKOSH- Hydrolat pomarańcza

Sezon pomarańczowy możemy uznać za otwarty. Cytrusy atakują nas zewsząd- od warzywniaków po drogerie. Zima bez pomarańczy nie istnieje. A esencja pomarańczowości w płynie to hydrolat Mokosh. Czy ten kosmetyk to prawdziwy zimoumilacz?

INCI: Citrus Aurantium Dulcis Flower Water, Citric Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate

Cena regularna: 100 ml/ 39,90 PLN

Hydrolat pomarańczowy od Mokosh to aktywny i skoncentrowany preparat na bazie krystalicznie czystej wody termalnej z lodowca. Charakteryzuje się on specyficznym zapachem kwiatów i owoców pomarańczy.

Osobiście zakwalifikowałabym go do wytrawnych, takich słodko-gorzkich aromatów. Ale jednocześnie jest on też w pewien sposób subtelny i trochę taki, jak ja to nazywam, „mimozowaty”- czyli nijaki, miałki, niecharakterny. Mimo tego bije on na głowę zapachem hydrolat z kwiatów pomarańczy Beaute Marrakech, który wypada przy nim jeszcze bladziej, z lekkim dodatkiem mydlano-chemicznej nuty, przez co sprawia wrażenie mniej naturalnego.

Gdy popsikamy się obficie tym kosmetykiem po twarzy to możemy doznać lekkiego szoku. Bo na początku aromat jest bardzo intensywny, wręcz duszący. Ja musiałam wcześniej nabierać powietrza i zatykać nos przed aplikacją, bo potrafił doprowadzić mnie do kaszlu. Może to też być kwestia nuty zapachowej, która może nie jest zła, ale totalnie nie w moim guście. Po przetestowaniu dwóch hydrolatów pomarańczowych stwierdzam, że to chyba nie jest moja bajka.

Jeśli chodzi o działanie, to producent obiecuje nawilżenie i odświeżenie oraz regenerację i łagodzenie podrażnień. Ma on również chronić przed szkodliwym działaniem wolnych rodników, wspomagać syntezę kolagenu i elastyny oraz wygładzać skórę.

Używałam tego kosmetyku głównie na twarz jako toniku oraz jako dodatek do maseczek i glinek. Nie zauważyłam żadnych spektakularnych efektów jego działania. Niby pomagał nawilżyć moją skórę, ale nie w sposób wybitny. Zdecydowanie lepiej sprawdził mi się tutaj hydrolat różany, który od razu dawał ukojenie i odpowiednie nawilżenie mojej twarzy.

Nie wiem za bardzo co mogłabym mądrego napisać o tym kosmetyku. Jakoś tak przeszedł bez echa przez moją kosmetyczkę. Nie zauważyłam żadnej znaczącej różnicy podczas jego stosowania. Gdy się skończył to nie odczuwałam też szczególnie jego braku. Wręcz czułam ulgę, że mogę sięgnąć po kolejny preparat i odpocząć od tego duszącego aromatu.

Jak na brak wymiernych efektów i zalet, jest to preparat dosyć kosztowny. W końcu 40 zł za hydrolat to spory wydatek, zwłaszcza gdy nie robi on nic wybitnego mojej skórze. W moim mniemaniu był to zbędny zakup. Myślę, że mogłabym lepiej spożytkować te pieniądze i np. kupić za nie litr wody różanej 😛 Ja już do hydrolatów pomarańczowych szybko nie wrócę, bo rozmijają się one z potrzebami mojej skóry. W całym tym krytycznym wywodzie chciałabym tylko zwrócić uwagę na to, że jeśli już sięgnięcie po wodę pomarańczową, to ta od Mokosh ma jeszcze całkiem przyjemny, akceptowalny zapach i jest wyprodukowana z najwyższej jakości składników. Jednak moim zdaniem nie jest warta, aż tylu pieniędzy. Utopione, nie odnalezione. A szkoda, bo ja Mokosh bardzo wielbię ❤

Follow my blog with Bloglovin

Jedna uwaga do wpisu “MOKOSH- Hydrolat pomarańcza

  1. Pingback: MOKOSH- Hydrolat werbena | Lwynagzymsie.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.