MYDŁO STACJA- Peel-maseczka owocowe podróże

Listopadowy sobotni wieczór jak nic prosi się o dobry kabaret i lampkę grzańca. Jako osoba o specyficznym poczuciu humoru, która nie rozumie standardowych żartów i śmieje się gdy wszyscy milczą… odpuszczam sobie utarte konwencje. Moje życie jest moim kabaretem.

Rozsiądź się wygodnie i najpierw wypij to wino, a potem czytaj. Albo weź od razu szmatę, by po wszystkim umyć monitor.

INCI: Kaolin Clay, Adansiona digitata (Baobab) Seed Oil, Theobroma Cacao Butter, Punica Granatum Fruit Extrakt. Citrus Grandis ( Grapefruit)  Peel Oil, Parfum, Citronellol, Geraniol, Eugeniol, Citral, Linalool

Cena regularna: 60 g/ 39 PLN

Był piękny, letni, upalny dzień… Chłodziłam się lemoniadą lawendową, orzeźwiałam chłodnym powietrzem z wiatraka, a w tle leciał ulubiony serial. Potrzebowałam jakiegoś dopełnienia, kropki na „i” podsumowującej ten uroczy poranek. Po otworzeniu szafki łazienkowej już prawie sięgałam po glinkę od Mafki, by zmieszać ją z serum olejkowym Shy Deer i jakimś soczystym hydrolatem, gdy na drodze ku mojemu szczęściu stanęły Owocowe podróże od Mydło Stacji.

Stały one zapomniane w kącie i już nawet nie pamiętałam czemu one sobie tam tak smętnie sterczą, zamiast się zużywać. Gdzieś pod czaszką śmignęła mi myśl, że podczas ostatniej próby coś mi się nie spodobało… ale nie potrafiłam sobie dokładnie przypomnieć co. Postanowiłam dać im drugą szansę i bardzo liczyłam na to odświeżająco-oczyszczające tournee.

Sposób użycia: nałóż na skórę twarzy, zostaw na pięć minut i zmyj ciepłą wodą.

No okej, na wilgotną, świeżo umytą skórę „nałożyłam” maseczkę. Okazało się, że konsystencja produktu to gumowato-glutowata szara breja, która nie pachnie niczym, a już na pewno nie owocami. Już myślałam, że nie uda mi się zaaplikować tego na twarz, ale na mokrej skórze jako tako się ta papka ślizgała.

Pierwsza niespodzianka ujawniła się, gdy chciałam umyć ręce z resztek produktu. Mimo zużycia kosmicznej ilości mydła ledwo udało mi się odtłuścić dłonie i odlepić od nich resztki tej szarej brei. W sumie to wytarcie resztek maseczki w ręcznik dopiero ją całkowicie wyeliminowało. Wtedy zapaliła mi się w głowie czerwona lampka- jak ja to dziadostwo zmyję z twarzy?

Trzy razy tyle czasu zmywałam, ile aplikowałam i trzymałam na skórze łącznie. Wiedziałam, że będzie ciężko. Toteż wpadłam na pomysł, że stara chemiczna zasada głosi, iż podobne rozpuszcza się w podobnym. Jako, że maseczka ta składa się z tłustego gluta, to potrzeba mocnego oleju lub masła, by ją rozpuścić. W ruch poszedł ultradelikatny balsam do mycia twarzy od Czarszki, który składa się z samych maseł i olejów. No nic mocniejszego i tłustszego nie miałam w swoim arsenale. Zużyłam pół (!!) małego (30ml) słoiczka, by jakkolwiek rozpuścić tą tłustą skorupę na mej twarzy. Wiedziałam, że samą wodą tego nie zmyję, więc trzy razy (!!) umyłam jeszcze twarz żelem oczyszczającym Resibo, bo akurat nie miałam żadnego drogeryjnego rypacza z SLS (który tutaj byłby bardzo wskazany). Większość produktu się rozpuściła, zeskrobałam go dłońmi z twarzy i resztki wytarłam ręcznikiem. Jednak nadal czułam się dosyć lepko, a najgorsze były tłuste pozostałości u nasady włosów.

Bardzo mnie to wkurzyło, bo dzień wcześniej umyłam głowę. A przy mojej długości włosów, problematyczności w ich ujarzmieniu i ilości rytuałów, które wykonałam- od olejowania, poprzez mycie i maseczkowanie, następnie płukanie, suszenie, rozczesywanie i wygładzanie… to 1,5 h roboty poszło na marne. Byłam zdołowana.

Doszłam do wniosku, że samą wodą z żelem się nie pozbędę tej maseczki. Wzięłam w końcu tę glinkę od Mafki, którą de facto miałam użyć w pierwszej kolejności ( jeszcze ze trzy dni żałowałam, że tego nie zrobiłam ) i doprawiłam ją pudrem oczyszczającym z róży od Kostki Mydła i hydrolatem hibiskusowo-aloesowym Sylveco. Nałożyłam papkę na twarz na 15 minut i poszłam zmyć wodą (w końcu tak jak kazali w instrukcji 😉 ) I dopiero dogrzebałam się do swojej twarzy. Glinka zdjęła resztki maseczki i poczułam, że moja skóra zipie, bo nadal nie oddychała tak jak trzeba. Czułam lekkie ściągnięcie i jeszcze odrobinę tej tłustej warstwy olejowej. Jakby tego było mało, to na koniec tej wspaniałej podróży zaczęła mnie szczypać twarz. Masakra.

Uwagi producenta: proszę nie spodziewać się efektu jak przy standardowym nakładaniu glinki. 

Buahahaha. No co Ty nie powiesz? W sumie to niczego konkretnego nie oczekiwałam po tym produkcie, a zdołałaś mnie nieziemsko zaskoczyć, Mydło Stacjo. Niestety, żadnych pozytywnych efektów działania tego produktu nie zauważyłam- ani dobrego oczyszczenia, ani złuszczenia martwych naskórków, ani odpowiedniego nawilżenia skóry. Za to dostałam mega tłustość, która przylgnęła do mojej twarzy jak rzep do psiego ogona.

Normalnie podróż życia. Tylko, że ja nie mam już ochoty na powtórkę. Oddam maseczkę chętnym masochistom w zestawie z krzyżykiem na drogę. I daję order z ziemniaka temu, kto potrafi zmyć z siebie Owocowe podróże ciepłą wodą, jak podaje producent.

Nie miałabym takich pretensji, gdybym akurat nie przeczytała instrukcji przed użyciem i zrobiła wszystko po swojemu. Wtedy winą za niepowodzenie obarczyłabym siebie- za nieposłuszność producentowi i kosmetyczną anarchię. Ale tym razem robiłam wszystko książkowo i wyszła totalna klapa.

Przykro mi bardzo Mydło Stacjo, ale Owocowe podróże się wam nie udały. Nie polecam. Wypad z mojej łazienki.

Follow my blog with Bloglovin

4 uwagi do wpisu “MYDŁO STACJA- Peel-maseczka owocowe podróże

  1. Jestem bardzo zdziwiona takim opisem aplikacji i problemami. Kupiłam tą maseczkę na Black Friday, użyłam jej co prawda dopiero raz, ale nie miałam absolutnie żadnego problemu z jej zmyciem z twarzy, z rąk również. Może nałożyłaś po prostu zbyt dużo? Spłukiwałam ją pod prysznicem, ciepłą wodą i żadnego problemu nie było ;o Używam też drugiej maseczki i też żadnych problemów nie ma a konsystencja jest podobna. Jestem bardzo zdziwiona..

    Polubienie

    • Podobno niedawno firma udoskonaliła recepturę i być może ta maseczka ma inny skład, nie analizowałam tego szczegółowo jeszcze. Moja została kupiona prawie rok temu, także mam starą wersję. Być może nowsza wersja jest dużo lepsza. Mi niestety ten produkt totalnie nie podszedł i chyba już się nie zdecyduję na drugie opakowanie, by spróbować nowej formuły. Może rzeczywiście ja coś robiłam źle… mimo stosowania się do poleceń w instrukcji.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.