SHY DEER- Naturalny krem dla skóry okolicy oczu

Gdy pierwszy raz odkręciłam tą prześliczną, drewnianą zakrętkę to zamarłam z wrażenia. Moim oczom ukazała się szarawa, lepka breja, którą miałam aplikować sobie pod oczy. Pomyślałam sobie: to nie może się udać. No f*** way… Jesteście ciekawi co było dalej?

To była klasyczna historia miłości od pierwszego wejrzenia i rozczarowanie od pierwszego odkręcenia. Potem, niczym na rollercoasterze, adrenalina się podnosiła i następowało zdziwienie nad formą kosmetyku oraz ekscytacja nad efektami jego działania. To była dosyć dramatyczna droga i trudna miłość. Szczerze mówiąc, to przez pół roku szukałam jakiegoś elementu, do którego można by się przyczepić i powodu, dla którego mogłabym znienawidzić ten krem. Nie znalazłam.

INCI: Pelargunium Graveolens (Geranium) Flower Water*, Lavandula Angustifolia (Lavender) Flower Water*, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil*, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter*, Cetearyl Olivate (and) Sorbitan Olivate**, Propanediol**, Glycerin**, Aqua*, Isoamyl Laurate (and) Isoamyl Cocoate*, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate**, Stearic Acid*, Citrus Sinensis (Orange) Peel Oil*, Cetyl Alcohol**, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil (and) Lycium Barbarum (Goji) Fruit Extract*, Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Oil*, Rubus Fraticosus (Blackberry) Fruit Powder Extract*, Morinda Citrifolia Fruit Powder Extract*, Punica Granatum (Pomegranate) Fruit Powder Extract*, Caffeine***, Tocopherol*, Sodium Hyaluronate**, Benzyl Alcohol (and) Salicylic Acid (and) Glycerin (and) Sorbic Acid**, Xanthan Gum*, Parfum*, Limonene****, Citral****

*składnik pochodzenia naturalnego

**składnik certyfikowany jako organiczny

***składnik akceptowany w kosmetykach naturalnych

****składnik naturalnego olejku eterycznego

Cena regularna: 30 ml/ 98 PLN

Istne wariactwo z tym kremem :O Ale po kolei:

Moje pierwsze spotkanie z marką Shy Deer było przede wszystkim ucztą dla oczu. Oryginalna, jutowa kosmetyczka skrywała eleganckie szklane słoiczki z drewnianymi zakrętkami. Wiecie, że każda z nich jest unikalna i niepowtarzalna? Tak jak kawałek drewna z którego powstała. A są one wytwarzane z buku i jesionu importowanego z Włoch i pozostałego jako odpady np. przy produkcji mebli. Przepiękny przykład #lesswaste. Nic się nie marnuje, a jakie niepowtarzalne, cudne i użyteczne przedmioty przy tym powstają. Mnie tym kupili od razu. Zamówiłam duży zestaw z kosmetyczką w ciemno. Był wśród nich krem pod oczy.

Po odkręceniu słoiczka i odchyleniu zabezpieczającego dekielka nastapiło ogromne zdziwienie i poczułam niezłe rozczarowanie. Krem był w najbardziej nieciekawym szaroburym kolorze jaki można sobie wyobrazić. Nie tego się spodziewałam. Do tego jego konsystencja wydawała się być co najmniej podejrzana. Nieco budyniowata i mazista breja, odrobinę lepka i kleista- nie było to zbyt zachęcające. Ale skoro kupiłam krem, to trzeba było się przełamać i go użyć.

Po wcześniejszym oczyszczeniu i tonizowaniu twarzy, sięgnęłam po krem pod oczy Shy Deer. To była moja chwila prawdy. Jego wygląd nie był zbyt zachęcający. Natomiast do zapachu nie mogłam się przyczepić. Okazał się być delikatnie cytrusowy, świeży i niezbyt intensywny. Nałożyłam na palec odrobinkę kremu i rozprowadziłam pod oczami i na powiekach. Bardzo dobrze się smarował, wręcz ślizgał na skórze. Szybko się wchłaniał i dawał aksamitne, gładkie wykończenie. Delikatny aromat cytrusów po chwili przestawał być wyczuwalny. Nic się nie kleiło, ani nie rolowało. Skóra była odpowiednio odżywiona, jędrna i napięta. Wyglądała bardzo zdrowo.

Normalnie szok. Zachodziłam w głowę, jak to możliwe, że on tak niesamowicie się wchłania? Gdzie znikała ta szara breja? I kto wyjmował z rękawa ten cudowny aksamit i kładł go pod moimi oczami? Kosmetyk ten idealnie odżywiał i długotrwale nawilżał skórę wokół oczu. Nie czułam żadnego ściągnięcia, pieczenia, wysuszenia. Same plusy, zero minusów. Filet 😀 W ogóle przestałam się przejmować skórą pod oczami, bo wszystkie dotychczasowe problemy znikały i była ona w idealnej formie.

Pomimo tych zachwytów nadal czułam jakiś niedosyt. Smarowałam się tym kremem rano i wieczorem i ciągle szukałam dziury w całym, jakiegoś „ale”. No bo jak to? Czyżbym ot tak znalazła krem idealny dla mojej skóry? Szokujące, ale okazało się, że tak.

Skład tego produktu jest bardzo bogaty. Bazuje na hydrolatach- geraniowym i lawendowym, które silnie nawilżają i regenerują skórę. A zawarty z kremie hialuronian sodu wiąże cząsteczki wody z hydrolatów i zapewnia długotrwałe nawodnienie skóry. Ponadto występuje w nim szereg olejów o działaniu odżywczym, regeneracyjnym i nawilżającym. Między innymi mój ulubiony olej z pestek malin, który regularnie stosowany daje rewelacyjnie efekty na skórze i zapobiega parowaniu wody tworząc delikatny film ochronny na powierzchni naskórka. W kompozycji tego kosmetyku znajdziemy również kofeinę, która przeciwdziała obrzękom i niweluje cienie oraz opuchliznę pod oczami.

Moim zdaniem krem ma bardzo uniwersalny, ale w bardzo przemyślany sposób dobrany skład. Powinien się sprawdzić u każdego, bo idealnie nawilża, wygładza i mobilizuje (napina) skórę przez co wykazuje również działanie przeciwzmarszczkowe. Poza tym przeciwdziała powstawaniu sińców i cieni pod oczami oraz lekko rozświetla skórę.

Oto mój faworyt w kategorii kremów pod oczy, bijący na głowę liczną i silną konkurencję. Nawet daruję mu ten odkręcany słoik, który mnie momentami niesamowicie irytował, bo krem był cudowny. Trochę czasochłonne było odkręcanie nakrętki, uważne otwieranie i odkładanie dekielka zabezpieczającego i ponowne składanie tego w całość. Opakowania z pompką są wygodniejsze i bardziej higieniczne, co jest bardzo ważne w produktach ocznych. To taka moja delikatna sugestia. A pojemność 30 ml to przerażająco duża ilość jak na kosmetyk do stosowania tylko na okolice oczu. Zdaję sobie sprawę, że wybrano takie opakowanie ze względu na drewniane nakrętki i pewnie był to najmniejszy dostępny słoik, który wpisywał się w kanon estetyczny marki. Ja będąc już blisko denka i po przekroczeniu bariery 6 miesięcy od otwarcia, używałam go na całą twarz, żeby się nie zmarnował. Drogie Shy Deer, może da się go zrobić w wersji 15 ml, by zawsze był świeży i dało się go na luzie wysmarować w odpowiednim czasie? Poza tym, to nie mam do czego się przyczepić.

Gdy otwierałam kolejne opakowania kremów pod oczy konkurencyjnych marek, to tylko utwierdzałam się w przekonaniu, że żaden inny kosmetyk nie ma z nim szans. To jest sztos. Drogi Jelonku, TOP 10 już na Ciebie czeka. Tym razem idź śmiało.

Follow my blog with Bloglovin

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.