RESIBO- Energetyzująca esencja odmładzająca

Esencja energetyzująca od Resibo to bardzo popularny i chwalony produkt. Można wręcz powiedzieć, że to „must have” każdego wielbiciela tej marki. Zresztą sama kupiłam go z czyjejś rekomendacji. I co? I od dłuższego czasu zastanawiam się, co ja mogę Wam powiedzieć na jej temat. Jedyne co mi przychodzi do głowy to „smarowałam się i było spoko”. Bardzo pomocne. Wiem. Także spróbujmy rozłożyć wszystko na czynniki pierwsze i przyjrzeć się sprawie uważniej.

INCI: Aqua, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Glycerin, Propanediol, Butyrospermum Parkii Butter, Ascorbyl Tetraisopalmitate, Sclerocarya Birrea Seed Oil, Tocopherol, Solanum Lycopersicum Fruit/Leaf/Stem Extract, Jania Rubens Extract*, Lysolecithin*, Sclerotium Gum*, Xanthan Gum*, Pullulan*, Sodium Carageenan*, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Phenethyl Alcohol*, Sodium Phytate*, Citric Acid, Parfum, Linalool, Geraniol

*składniki certyfikowane

Cena regularna: 50 ml/ 99 PLN

Mam bardzo ciężką rozkminę związaną z tym kosmetykiem. Podczas stosowania wszystko było ok, bardzo poprawnie i bez przykrych niespodzianek. Żadna krzywda w stylu uczulenia mi się nie stała, ale efektu WOW też niestety nie było. Czytałam kiedyś opinię jednej z dziewczyn, że doceniła ten produkt dopiero jak przestała go stosować. Może u mnie będzie podobnie? Parę dni temu zdenkowałam esencję i przesiadłam się na krem miejski tej samej firmy. A tymczasem spróbujmy ocenić to co się wydarzyło do tej pory.

Może zacznijmy od opakowania, które jest piękne, praktyczne i wpisujące się w kanon marki Resibo. Najbardziej podoba mi się w nim to, że jest to tubka z aplikatorem, a nie słoik. Ostatnio denerwuje mnie odkręcanie słoików z kremami i zdecydowanie wolę takie sprytniejsze rozwiązania. Łatwiej jest je ogarnąć jedną ręką. Ponadto dozownik ułatwia odmierzenie odpowiedniej ilości produktu i zachowanie higieny oraz stanowi ochronę przed zanieczyszczeniami.

Esencja ma płynną, aczkolwiek nie lejącą się konsystencję. Jest ona rzadsza niż przeciętny krem, ale dosyć zwarta i „trzyma się kupy”. Jest ona bardzo leciutka i nietłusta. Bardzo dobrze się smaruje i ekstra szybciutko wchłania. Nic się nie klei, ani nie roluje. Dobrze się spisuje pod krem z filtrem, krem BB czy makijaż. Jedna pełna pompka to była zbyt duża ilość na posmarowanie twarzy i szyi. Mi wystarczało niepełne naciśnięcie, tak powiedzmy 3/4 pompki.

Zapach jest dziwny i nie wiem nawet jak go opisać. Na pewno nie jest słodki, ani typowo kwiatowy. Najbardziej wyczuwam woń podłoża i odrobinę czegoś kwaskowato-cytrusowego. Aromat ten nie jest moim faworytem, ale też nie odrzuca mnie. Zresztą jest on najbardziej intensywny podczas aplikacji i wchłaniania, a po paru minutach całkowicie się ulatnia.

Producent zapewnia odpowiednie nawilżenie, napięcie i przywrócenie witalności skórze. Esencja jest polecana jako remedium w sytuacjach awaryjnych jak niewyspanie, jet lag po podróży samolotem czy długie przebywanie w suchym i klimatyzowanym pomieszczeniu. Regularne stosowanie ma zregenerować skórę oraz poprawić jej napięcie i wizualnie odmłodzić. Sprawdźmy jak było u mnie.

Moja skóra bardzo szybko się wysusza i odwadnia. Jeśli stosuję zbyt słaby i nieodpowiednio dobrany produkt to po paru godzinach czuję mega ściągnięcie, pieczenie i jakby ktoś mi przejechał po twarzy papierem ściernym. Latem, podczas długotrwałych upałów dostaje ona silnego kopniaka od suchego, miejskiego, zanieczyszczonego powietrza. A w te wakacje dużo spacerowałam po mieście, również w czasie największego nasłonecznienia. Rzadko kiedy sam krem zapewnia mi odpowiednie i długotrwałe nawilżenie. Najczęściej po oczyszczeniu skóry stosuję mieszaninę kremu/serum/esencji z odrobiną oleju. Taki zabieg tworzy delikatny film ochronny i zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z naskórka. Na 12 h zazwyczaj wystarcza i jakoś dociągam do wieczora.

Oczywiście wykonałam wszelakie testy z tą esencją. Stosowałam ją rano, wieczorem, dwukrotnie w ciągu doby, solo, z olejem, jako bazę pod inny krem, jako wierzchnią warstwę na serum itd. I co mi wyszło?

Ano to, że najbardziej odpowiadało mi stosowanie jej rano, bo rzeczywiście dodawała ona mojej skórze trochę energii, dosyć dobre nawilżenie i napięcie. Może nie był to mega kop, tylko takie solidne klepnięcie w plecy. Odpowiadał mi ten efekt i dobrze nastrajał na cały dzień. Wieczorem nie potrzebowałam już takich atrakcji, więc skupiałam się na treściwym nawilżeniu i odżywieniu przy pomocy innych kosmetyków. Jednakże podczas upałów po paru godzinach uciekało gdzieś nawilżenie i wjeżdżał papier ścierny. Dlatego najczęściej mieszałam esencję z odrobiną oleju z pestek malin lub pomidora i miałam wrażenie, że taki zabieg dłużej chronił moją skórę przed utratą wody. Moja twarz przez cały dzień była poprawnie nawilżona.

Długofalowych efektów odmłodzenia jakoś nie zaobserwowałam. Zresztą nie na tym się skupiałam i nie tego w pierwszej kolejności oczekiwałam od esencji. Uważam, że zdrowo wyglądająca i odpowiednio nawilżona/odżywiona skóra może zapewnić młody wygląd przez dłuższy czas. I pewnie to miał producent na myśli pisząc o długofalowych efektach odmładzających.

Co jeszcze? Kosmetyk ten zawiera dużo antyoksydantów, więc zdecydowanie można go wrzucić w kategorię kremów (lub ogólnie produktów) miejskich. Znajdziemy tu ekstrakt z pomidora, olej marula i witaminę E. Ja go dodatkowo tuningowałam olejem- najczęściej z nasion pomidora od Mafki. Ponadto mamy tutaj również dużą zawartość stabilnej formy witaminy C zapobiegającej przebarwieniom.

Głównym składnikiem aktywnym jest tauryna pozyskiwana z algi Jania Rubens. Ma ona za zadanie przywrócić skórze witalność i dodać energii. Tak, to ta sama tauryna, którą znajdziecie w napojach energetyzujących. Pierwszy raz spotykam ją w kosmetyku. Bardzo ciekawe podejście, by wykorzystać ją w esencji. Wydaje mi się, że wykazywała ona odrobinę działania pobudzającego. Skóra posmarowana tym produktem była taka jakby „zwarta”, delikatnie napięta i gotowa do działania. Jakkolwiek dziwnie i enigmatycznie to nie brzmi 😛

Podsumowując, uważam, że jest to bardzo udany produkt, który z grubsza spełnia swoje zadania i obietnice producenta. Może efekty nie są natychmiastowe i widoczne od razu, ale gdy się nad tym zastanowię i porównam działanie esencji do innych stosowanych kosmetyków, to mogę przyznać rację Resibo. Ich esencja w subtelny sposób dodaje energii i świeżości skórze, odpowiednio ją nawilża i mobilizuje. Dobrze sprawdza się do stosowania na co dzień jako kosmetyk miejski i baza pod kolorówkę. Mogę z czystym sumieniem ją polecić. Może do TOP 10 na razie nie wskoczy, bo nie wywarła ona na mnie piorunującego wrażenia, ale była bardzo solidna i poprawna. Możliwe, że kiedyś do niej wrócę i spojrzę na nią z innej perspektywy.

Follow my blog with Bloglovin

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.