JAN BARBA – Peeling enzymatyczny z marokańską glinką

Glinka marokańska ma charakterystyczny, ziemisty zapach, dosyć ciężką konsystencję, a przy zbyt długiej aplikacji mocno ściąga i wysusza skórę. Dlatego nigdy nie powinna występować solo. Sztuką jest tak dobrać pozostałe komponenty, by podbijały jej działanie i korzystnie wpływały na rozsmarowywalność, zmywalność i ogólnie rzecz biorąc… cechy organoleptyczne kosmetyku. Jak sobie z tym poradzili twórcy peelingu enzymatycznego z Jan Barba?

jb1.1

INCI: Aqua, Moroccan Lava Clay, Glycerin, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Ananas Sativus Fruit Extract, Ascorbic Acid, Panthenol, Cucumis Sativus Fruit Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract

Cena regularna: 50ml/ 49 PLN

Peeling ten to glinka wzbogacona ekstraktem z ananasa bogatym w enzym bromelainę, który uwielbiam w kosmetykach wygładzająco-złuszczających. Powoduje on delikatne złuszczanie się martwego naskórka i przyspiesza gojenie się ran i oparzeń. Ponadto peeling zawiera ekstrakty z zielonej herbaty i ogórka o działaniu przeciwzapalnym i łagodzącym oraz panthenol. Jest to odpowiedni kosmetyk dla wrażliwej, a zarazem przetłuszczającej się cery.

Całość zapakowana jest w elegancki, szklany słoik, który po zużyciu produktu możemy oddać do sklepu i uzyskać rabat na następne zakupy. Także wspieramy ideę #lesswaste. Ponadto w sklepie stacjonarnym w Warszawie można zakupić nietypową ilość dowolnego kosmetyku zapakowanego we własne opakowanie. Cudnie. W tym kierunku powinniśmy iść wszyscy.

jb2.2

Glinka jest dosyć wilgotna i plastyczna. Raczej nie sprawia problemów podczas aplikacji i dobrze trzyma się skóry. Co do żelowości konsystencji to polemizowałabym… Dla mnie peeling był na tyle wilgotny, by dało się go rozsmarować na twarzy, ale niekoniecznie żelowy. Szybko wysychał. Gdy się zagapiłam i przytrzymywałam go 15-20 minut to powstawała niezła skorupa, którą musiałam najpierw odmoczyć, by dało się ją zmyć.

W instrukcji oczywiście pisało, żeby go trzymać na twarzy około pięciu minut. Ale kto by to czytał? Dopiero jak wyschłam na wiór to leciałam do łazienki odglinkowywać się. Także uczucie ściągnięcia po zabiegu towarzyszyło mi prawie zawsze. Nakładałam później na twarz hydrolat + tonik oraz krem z domieszką oleju i było git. Byłam zadowolona z efektu pielęgnacji. Martwe naskórki ginęły i następowała gładkość.

Peeling należy przechowywać w lodówce. O tym wiedziałam, bo na wieczku jest stosowna naklejka ze śnieżynką. Do tego się stosowałam. Termin przydatności produktu jest krótki- mój peeling miał ok. 3 miesięcy do godziny zero w momencie, gdy go dostałam.

jb3.3

Pięć dni przed deadlinem w słoiku wyrosła imponująca pleśń. Wtedy też postanowiłam po raz pierwszy odwrócić słoiczek i przeczytać to co jest zamieszczone na odwrocie etykiety… i poruszył mnie maleńki znaczek przekreślonego paluszka. Coś mnie tknęło i weszłam na stronę janbarba.com w poszukiwaniu opisu peelingu.

Jak już się pewnie domyślacie, oczywiście pisało tam, by nie grzebać paluchem w peelingu! A co ja robiłam przez ostatnie trzy miesiące? Brudnym i mokrym paluchem, zadowolona z siebie jak nigdy, aplikowałam tę glinkę na twarz. Cud, że pleśń nie wyrosła po pięciu dniach od pierwszego grzebnięcia. Serio. Jakby nie patrzeć peeling ostro walczył z moimi koloniami bakteryjnymi i nieźle mu to wychodziło. Za to należy mu się szacun.

W ostateczności wiele się nie zmarnowało, bo na dnie słoiczka pozostała ilość na max dwie aplikacje i tyle zdążyłabym pewnie wykonać w okolicy terminu przydatności do użycia. Znając życie grzebałabym jeszcze i dwa dni po, by zużyć do końca co by nic się nie zmarnowało! Więc może to i na zdrowie mi wyszło.

Czy kupiłabym go ponownie? Raczej nie, bo jednak wolę suche glinki z dłuższym terminem ważności, które można samodzielnie tuningować składnikami, których aktualnie moja skóra wymaga. Jak dla mnie glinka marokańska jest zbyt wysuszająca i lepiej sprawdza mi się biała glinka porcelanowa. Jednakże posiadacze tłustej lub mieszanej cery powinni być zadowoleni, bo ładnie usuwa zanieczyszczenia, nadmiar sebum i wygładza.

P.S. Niezbyt lubię stosować kosmetyki lodówkowe, bo bardzo często zapominam, że je w ogóle mam! Sama idea świeżości produktu i przetrzymywania w chłodnym miejscu jest bardzo zacna. Gdybym tylko miała mini lodówkę w łazience, to chętniej sięgałabym po takie rzeczy.

Follow my blog with Bloglovin

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.